Konserwanty w kosmetykach

Konserwanty należą do tych składników produktów kosmetycznych, wokół których narosło mnóstwo mitów. Wielu osobom samo słowo „konserwant” kojarzy się z czymś szkodliwym. Czy słusznie?

Konserwanty są potrzebne

Niechęć do konserwantów wynika prawdopodobnie z lęku przed chemią i nieufności wobec wszystkiego, co jest postrzegane jako „nienaturalne”. Wielu osobom wydaje się, że kosmetyki o naturalnym składzie nie będą uczulać ani podrażniać. W rzeczywistości pewne substancje pochodzenia naturalnego, np. olejki eteryczne, należą do najsilniejszych alergenów.

Kosmetyki pielęgnacyjne

kubais/bigstockphoto.com

Poza tym konserwanty są dodawane do kosmetyków w określonym celu – nie jest to widzimisię producentów. Przede wszystkim należy się zastanowić, co jest gorsze – konserwanty czy mikroorganizmy chorobotwórcze. W kosmetykach, szczególnie tych o „mokrej” konsystencji (kremach, balsamach, tonikach), łatwo rozwijają się pleśnie i bakterie. Gdyby nie konserwanty, istniałoby spore ryzyko skażenia chorobotwórczymi drobnoustrojami. W takich skażonych kosmetykach powstawałyby toksyczne lub silnie uczulające substancje. Poza tym termin ważności kosmetyków bez konserwantów byłby zbyt krótki, by je zużyć, więc ich kupowanie byłoby nieopłacalne. Istnieją kosmetyki tzw. świeże, przeznaczone do przechowywania w lodówce, lecz ich termin ważności jest znacznie krótszy niż w przypadku kosmetyków tradycyjnych – zwykle jest to zaledwie kilka tygodni.

Należy wziąć pod uwagę, że stosowanie konserwantów w kosmetykach jest ściśle uregulowane przepisami prawa. Przepisy te określają zarówno dopuszczalne stężenia konserwantów, jak i ich rodzaj. Zanim kosmetyk zostanie dopuszczony do sprzedaży, musi przejść rygorystyczną ocenę bezpieczeństwa. Dlatego producent nie może dodać do kosmetyku dowolnych składników tylko według własnego uznania.

Parabeny – czy takie straszne?

Bardzo złą sławę ma zwłaszcza określona grupa konserwantów – parabeny. Do strachu przed parabenami przyczynił się zwłaszcza dość rozpowszechniony mit o tym, że wywołują one raka piersi. Wynika on prawdopodobnie z błędnej interpretacji niektórych badań. W 1998 r. wykazano, że wybrane parabeny mają słabe właściwości estrogenopodobne, lecz ich działanie musiałoby być setki razy silniejsze, żeby wywołać jakiekolwiek znaczące skutki. Z kolei w 2003 r. ukazały się publikacje dr Philippy Darbre, według których znaleziono śladowe ilości parabenów w tkance nowotworowej piersi. Na tej podstawie upowszechnił się pogląd o rzekomym związku parabenów z nowotworem piersi. Udowodniono jednak, że parabeny bardzo słabo przenikają przez barierę naskórka i nie kumulują się w tkankach.

Mimo to w mediach można nadal trafić na wypowiedzi straszące parabenami. Niektóre firmy kosmetyczne zaczęły wręcz podkreślać brak parabenów na opakowaniach swoich produktów, przyczyniając się do ugruntowania opinii o ich szkodliwości. W rzeczywistości jest to zabieg marketingowy na zasadzie „konsumenci nie chcą parabenów, to my się dostosowujemy”. Nie chodzi tu o realne zagrożenie, lecz o presję społeczną i strach przed obniżeniem sprzedaży wskutek złej reputacji parabenów – nawet jeśli ta zła reputacja jest oparta na dezinformacji.

W rzeczywistości parabeny należą do najlepiej przebadanych i najdłużej stosowanych konserwantów. Wykazano, że metylo- i etyloparaben są nieszkodliwe i nie ma co do tego wątpliwości, natomiast propylparaben i butyloparaben są bezpieczne w stężeniach niższych niż stosowane kiedyś.

Faktem jest, że mogą podrażniać i uczulać, ale odnotowano to jedynie u osób o skórze bardzo wrażliwej lub z uszkodzonym naskórkiem. Poza tym, aby wywołać podrażnienie, stężenie parabenu w składzie kosmetyku powinno przekraczać 1%, podczas gdy w kosmetykach dostępnych na rynku wynosi ono 0,4 – 0,8%.

Nie mamy tu na celu zniechęcanie kogokolwiek do stosowania kosmetyków naturalnych i ekologicznych. Chcemy tylko pokazać, że wbrew częstemu przekonaniu konserwanty są potrzebne i nie są dodawane do kosmetyków tylko po to, by truć konsumentów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.